Blog Z Apteki pod Liściem Szerokim

RSS

O skutkach wprowadzania reformy

Pani magister co pani robi o tej porze w aptece? Przecież zamykacie o 19 a jest 23!- zapytał mnie sąsiad, którego spotkałam przed lokalem. Faktycznie była 23, a ja przyjechałam do apteki po antybiotyk dla mojej córki.

Wszyscy wiedzą, że małe dzieci chorują, najczęściej w chwilach największej zawieruchy wkoło. Tak było 2 stycznia roku Pańskiego 2012.  Nie czuję potrzeby realizowania recept tylko w aptece, w której pracuję, ale tym razem zmusiła mnie sytuacja. To był ciężki dzień. Chore dziecko to już nadto atrakcji. Wizyta u specjalisty na drugim końcu miasta w jedynym wolnym terminie, czyli na 19. Byłam szczęśliwa wychodząc z gabinetu przed 20 i trzymając w ręce prawidłowo wystawioną receptę. Ponieważ na trasie miedzy gabinetem pediatry a moim domem są trzy apteki czynne co najmniej do 22, nawet mi nie przyszło do głowy żeby jechać do siebie. Kiedy podjechałam pod pierwszą z nich o 20:05 i zobaczyłam na drzwiach informację: „Zamknięte z powodów formalnych.”

Przypomniałam sobie, że faktycznie część z pośród właścicieli aptek nie dopełniła jeszcze formalności związanych z wejściem w życie nowej ustawy. Ruszyłam dalej, przecież mam po drodze jeszcze dwie apteki. Kolejna – zamknięta o 20:15 chociaż powinna być czynna do 21, bez informacji. Została mi już tylko jedna po drodze. Byłam wtedy już całkiem spory kawałek za miastem. Podjeżdżałam do niej z szybciej bijącym sercem niż zwykle. Przyznam szczerze że zaklęłam w duchu kiedy zobaczyłam że i ta ostatnia jest zamknięta. Ręce mi opadły, bo wiedziałam, że zaraz muszę podać antybiotyk mojemu kaszlącemu, choremu dziecku, a Królewna już przysypiała. Wiedziałam, że nie mogę z Nią wrócić do miasta, bo wyjmowanie Jej takiej zaspanej z samochodu i wnoszenie do apteki przyniesie więcej szkody niż pożytku.

Ostatnie kilka tygodni grudnia poświęciłyśmy w pracy na to, żeby wystartować od poniedziałku. Nie było łatwo, bo wymogi formalne odnośnie dokumentów wymagały kilkakrotnego jeżdżenia do oddziału NFZ . Dałyśmy rade. Dlaczego innym się nie udało? Nie chciałam wierzyć w to co przeczytałam tuż przed końcem roku, że nawet 40% aptek w moim rejonie nie jest przygotowanych do pracy w 2012 roku. To niemożliwe, nie aptekarze! A jednak musiałam się przekonać na własnej skórze. Ja miałam możliwość pojechania po leki do siebie do pracy, kiedy położyłam dziecko spać i zostawiłam pod troskliwą opieką. Co z tymi, którzy nie mają takiej możliwości? Ktoś mnie kiedyś spytał dlaczego wożę dziecko do pediatry na drugi koniec miasta. Odpowiedziałam, że ze względu na doświadczenie i odwagę lekarki, która mimo wieku emerytalnego ma najnowocześniejszy gabinet w mieście, nie zasłania się przeszkodami „ formalnymi” z wypisywaniem recept, tylko idzie z postępem, duchem czasu i potrafi się dostosować do realiów. Dla niej najważniejszy jest pacjent. Wielu mogłoby się od niej uczyć.

komentuj 0 komentarzy