Blog Z Apteki pod Liściem Szerokim

RSS

Groszki i Róże

 

Gdy nadchodzi wiosna, budzą się do życia natura i uczucia skrywane gdzieś głęboko. Wszyscy czujemy się tak samo młodzi i wszyscy chcemy kochać i być kochani.

Rok temu wraz z pierwszymi promieniami wiosennego słońca w „życiu apteki” pojawił się Ogrodnik. Miał za zadanie zagospodarować przylegający do apteki teren. Przed laty trawnik był częścią przepięknego ogrodu, do którego po schodach o giętkiej, kapryśnej, secesyjnej linii wychodziła na spacer przedwojenna właścicielka kamienicy.

Kiedy Młody Ogrodnik wchodził do apteki, miał w zwyczaju nucić „Groszki i róże” Ewy Demarczyk. Zniewalającym uśmiechem i charakterystycznie wypowiadanym „dzień dobry” wywoływał radość na twarzach wszystkich pań. Odpowiadały mu jednym chórem pacjentki i personel.

Pani Krysia jak zwykle wbiegła do apteki zdyszana i cała czerwona. Kiedy miała drugą zmianę, zawsze wchodziła z hukiem, bo każde wolne przedpołudnie wykorzystywała na załatwianie „pilnych spraw urzędowych”. Pierwszy raz ich spojrzenia skrzyżowały się na progu kuchni, do której pani Krysia zmierzała w celu zaparzenia sobie kawy, dwie minuty przed rozpoczęciem pracy oczywiście. To jakby narzucało dynamizm jej ruchów. Ogrodnik właśnie z kuchni wychodził, dumnie krocząc z kubkiem w dłoni. Ich spotkanie było niczym zderzenie atomów. Aż poleciały iskry, a właściwie to chlapnęły. Dźwięk tłuczonej porcelany poniósł się echem po aptece. Wytrącony z rąk Ogrodnika kubek poszybował łukiem w naczynia schnące na suszarce. Niczym kula armatnia rozgromił zastawę stołową, jednocześnie zdobiąc ściany fikuśnymi motywami w odcieniu kawowym. Przez dłuższą chwilę stali tak, patrząc na siebie w milczeniu. Dzieliło ich 25 lat i pół metra wzrostu. Pani Krysia spłonęła rumieńcem, kiedy Ogrodnik otarł jej kawę z policzka. Uśmiechnął się do niej, ukazując białe zęby. Ona zdołała wyszeptać „Przepraszam”.

Staliby tak jeszcze długo, patrząc sobie w oczy, gdyby nie to, że nagle w kuchni zrobiło się niebywale tłoczno. Zbiegli się wszyscy, żeby zobaczyć, co się stało, i ocenić straty. Tego dnia w aptece już nikt nie napił się kawy ani herbaty. Potłukły się wszystkie kubki.
Z dnia na dzień ogród piękniał. Z dnia na dzień także rozkwitało uczucie, które pojawiło się w serduszku pani Krysi. W przeciwieństwie jednak do zmian w ogrodzie było ledwo zauważalne dla osób niewtajemniczonych. Ukradkowe spojrzenia, tajemnicze uśmiechy i przerywane rozmowy gdy ktoś nadchodził, tylko podsycały atmosferę romansu.

Pani Krysia od lat była sama. Całym jej światem była praca, która nadawała sens jej życiu i wypełniała pustkę w sercu. Codzienny kontakt z ludźmi przy okienku powodował, że zapominała o tym, że jest „pięćdziesięcioletnią singielką” Już dawno przestała marzyć o wielkiej miłości. W pewnym momencie swojego życia spakowała marzenia do starego pudełka po butach i ukryła głęboko w szafie. Los lubi czasem sobie z nas zażartować. W wypadku Pani Magister taką formą psikusa okazało się pojawienie się na jej drodze Młodego Ogrodnika.

Pani Krysia zmieniała się z dnia na dzień. Nowa fryzura, uśmiech na twarzy – wszystko to powodowało, że odmłodniała. Odnalazła w sobie Krysię, która kiedyś przejechała autostopem całą Polskę, Krysię, która potrafiła szusować poza wyznaczonymi trasami narciarskimi bez obawy o własne zdrowie i życie. Krysię, która była pewną siebie, odważną, niezależną i silną kobietą. Kto mógł przypuszczać, że to właśnie pani Krysia, a nie któraś z młodszych farmaceutek, zostanie obiektem westchnień przystojnego mężczyzny? Pani Krysia także nie mogła się nadziwić tej sytuacji. Wielokrotnie próbowała doszukać się drugiego dna, ale Ogrodnik niczego od niej nie oczekiwał, po prostu cieszyli się wspólnie spędzanym czasem.

W ogrodzie zakwitły posiane groszki, a róże już czekały. Nadeszło lato. Ogrodnik pojawiał się w aptece już coraz rzadziej. Do pani Krysi powoli docierała myśl, że wszystko, co się kiedyś zaczyna, musi się kiedyś skończyć. Od samego początku pani Krysia była realistką, zdającą sobie sprawę z różnicy wieku, jaka ich dzieli, nigdy nie robiła żadnych planów, po prostu cieszyła się chwilą. Pod koniec września dzieło ogrodowe zostało ukończone; rozkwitały jesienne róże, a murawa trawnika była idealna. Nadszedł czas pożegnania z Ogrodnikiem. Tak jak wtedy, za pierwszym razem, kiedy się spotkali, stali w kuchni, patrząc sobie głęboko w oczy. Oboje się uśmiechali. W oku pani Krysi zakręciła się łza, jednak szybko ją otarła, tak żeby nikt nie zauważył, szczególnie że właśnie przyszła ekipa malarzy, aby usunąć ze ścian kuchni fikuśne motywy w kolorze kawowym.

komentuj 0 komentarzy