Blog Z Apteki pod Liściem Szerokim

RSS

Do wesela się zagoi


Poproszę coś od bólu zęba – powiedziała drobna blondynka o niebieskich zapłakanych oczach. W rękach trzymała małego pluszowego misia i nerwowo wbijała mu palec w oko. Podałam jej najsilniejszy specyfik działający przeciwbólowo i przeciwzapalnie dostępny bez recepty. Poprosiła jeszcze o szklankę wody do popicia.
To była Wigilia. Za oknem biało i mroźno. Już tylko nieliczni pacjenci odwiedzali aptekę, głównie po to, żeby złożyć życzenia. Jak bardzo ta dziewczyna odbiegała od atmosfery świąt. Czy ból zęba mógł odebrać jej aż tak bardzo chęć do życia? Bo to, że uszła z niej całkiem, było widać już na pierwszy rzut oka.

Podałam jej kubeczek z wodą. Podziękowała i usiadła przy stoliku. Powolutku wyłuskiwała tabletkę z blistra. Nigdzie się nie spieszyła. A przecież w Wigilię wszyscy dokądś pędzą, dzień umyka, nawet nie wiadomo, kiedy i gdzie. Przecież zawsze jest jeszcze tyle do zrobienia. Widząc jej smutną minę, doradziłam jej, że powinna jak najszybciej odwiedzić stomatologa. Podniosła głowę i spokojnym głosem powiedziała, że bardziej niż ból zęba dokucza jej ból złamanego serca. – Czy ma pani na to jakieś lekarstwo? – zapytała. Nic jej nie odpowiedziałam, bo na złamane serce, jak i na podłość ludzką i zakręty losu nie ma jeszcze lekarstwa. Trzeba to po prostu odchorować i tyle.

Powoli zaczęła opowiadać swoja historię: Poznaliśmy się jeszcze w liceum. On jest starszy ode mnie o rok. Chodziliśmy ze sobą przez dziewięć lat. Dziewięć najcudowniejszych lat. Przeszliśmy razem całe Sudety, znam tam każdą łąkę i każde drzewo. Jak zdawałam maturę, to on udekorował wejście do mojego bloku kwiatami bzu. Wyrwał chyba cały krzew. Pachniało tak zniewalająco, że aż się wszystkim kręciło w głowie. Kiedy pierwszy raz powiedział mi, że mnie kocha, miał łzy w oczach, a kiedy pierwszy raz mnie pocałował, to zemdlał. Zawsze używał chusteczek higienicznych o zapachu lawendy i uwielbiał tic-taki. Przynosił mi największe róże, jakie kiedykolwiek widziałam. On ma zielone oczy po swojej mamie i nasze dzieci też miały mieć oczy zielone, chociaż ja mam niebieskie. W marcu planowaliśmy ślub. Ja już nawet mam sukienkę i zaproszenia już wybrane. Widzi pani, jaki piękny pierścionek zaręczynowy mi kupił. W środku jest napisane, ile karatów mają brylanty i ten wielki szafir. W pierwszy dzień świąt miał się odbyć taki uroczysty obiad z naszymi rodzicami. Mieliśmy wszystko ustalić dokładnie, omówić szczegóły.

On dzisiaj do mnie przyszedł i dał mi na gwiazdkę tego misia i powiedział, że ślubu nie będzie. Że nie chce ze mną być i że nie lubi mojej mamy. Tak po prostu po tylu wspólnych latach i to w Wigilię. Do tego wszystkiego jeszcze ten okropny miś… Już od wczoraj bolał mnie ząb, ale odwlekałam decyzję o pójściu do dentysty, myśląc, że mi przejdzie. No i nie przeszło, za to przeszło mi przed oczami całe ostatnie dziewięć lat mojego życia. Nie wiem, co mam teraz zrobić. Nie chce mi się wracać do domu, chociaż pewnie już wszyscy tam na mnie czekają. Wigilia to też taki dzień, że nie wypada bez zapowiedzi odwiedzać przyjaciół. Zresztą gdziekolwiek bym się nie pojawiła, będą pytać o niego i przygotowania do ślubu. I co ja im wszystkim odpowiem? Nawet ból po wyrwaniu wszystkich zębów naraz nie jest porównywalny z tym, co ja teraz czuję.

Siedziała taka zbolała na krześle, wciąż męcząc pluszowego misia. Na przemian dusiła go i próbowała wydłubać mu oko. W końcu po podłodze potoczył się bursztynowy koralik. Miś oślepł. W miejscu, w którym przedtem było oczko, wystawało białe wypełnienie i strzępki nitek. – Au – krzyknęła – jeszcze złamałam paznokieć! – siedziała skulona i pochlipywała. Raz spoglądała na misia bez oka, a raz na złamany paznokieć. Co jakiś czas przykładała dłoń do policzka, kiedy bolący ząb przypominał o sobie. Wtedy weszli pacjenci. Nagle zrobiła się kolejka i nieodłączne lekkie zamieszanie. Wśród pacjentów stała pani Helena, mama dziewięciorga dorosłych „dzieciów”, jak miała w zwyczaju nazywać swoje pociechy. Ale pociechy z nich, niestety, nie miała, bo każde żyło własnym życiem z dala od matki. Tę Wigilię, jak wiele poprzednich, pani Helena też miała spędzić sama. Wstąpiła do apteki złożyć życzenia. Popatrzyła na zapłakaną dziewczynę z jednookim misiem i ze złamanym paznokciem i rzekła: Nie płacz piękna, do wesela się zagoi. Dziewczyna z płaczem wybiegła z apteki.

komentuj 0 komentarzy