Blog Z Apteki pod Liściem Szerokim

RSS

Dzień Wigilijny

Czy dyżur w aptece w Dzień Wigilijny różni się czymś od pracy w inne dni w roku?
Zazwyczaj w ten szczególny dzień jesteśmy myślami już zupełnie w innym wymiarze i tylko odliczamy minuty do końca zmiany. Jedną ręką wydajemy leki, a drugą w myślach wyciągamy w kierunku opłatka. Można tego dnia dostrzec bezkresny ocean samotności, który rozlewa się wśród starszych ludzi, o których rodziny zapomniały. W pamięci powracają Ci, którzy do wigilijnej wieczerzy już nie usiądą, a których twarzy nie jesteśmy w stanie zapomnieć.  Świat zamiera w ciszy zbliżając się ku wieczorowi.

Tego dnia także zdarzają się cuda: te mniejsze, a czasami i większe. Najważniejsze, żeby tego cudu nie przeoczyć i docenić te, które cały czas trwają, dostrzec cuda najmniejsze, nawet takie, które z pozoru na cuda nie wyglądają.

Tuż po otwarciu apteki wbiegła pani z plikiem weterynaryjnych recept. Drżącą ręką podała je i opowiedziała co się stało. Jak co roku udekorowała świątecznie mieszkanie: postawiła choinkę, porozwieszała stroiki. Dodatkowo kupiła Gwiazdę Betlejemską, roślinkę doniczkową, która od pewnego czasu stała się tak samo ważnym symbolem świąt jak drzewko. Niestety nie była świadoma, że roślinka jest bardzo trująca. Niczego nie podejrzewając dopuściła do tego, że jej ukochany pies najadł się kolorowych listków. Efektem tego było ostre zatrucie. Kiedy tylko zorientowała się co się stało, od razu pobiegła do weterynarza.  Pieska poddano leczeniu objawowemu w klinice i odesłano do domu z nadzieją, że może coś uda się zrobić. Przez cały wigilijny dzień temat zatrutego zwierzaka powracał. Pani jeszcze kilkakrotnie przychodziła po leki, zestawy do kroplówek i inne pomoce.
- Nie udało się – powiedziała, kiedy przyszła ostatni raz. Zapłakana, ze zwieszoną głową i dość mocno zmęczona całym dniem. Walczyła bardzo dzielnie, chociaż sytuacja nie dawała zbyt wielkich szans na powodzenie od początku.

Robiło się coraz później i nadchodził czas, kiedy należało już iść w stronę domu. Jeszcze tylko sprzątnę aptekę i …
W kącie, obok podjazdu dla osób niepełnosprawnych siedział królik, taki ze zwieszonymi uszkami, baranek. Małe stworzonko, przestraszone i takie nieporadne. A na dodatek trafiło jakby nie w te święta co trzeba! Pomyślałam, że w Wigilię to zawsze coś się dzieje niezwykłego: pacjenci gubią portfele, kłócą się z najbliższymi, podejmują ważne życiowe decyzje, ale królik tuż przed zamknięciem apteki to już przesada!

Nie mogłam go zabrać do domu, ponieważ moje psy i kot nie tolerują gryzoni. Nie mogłam go także zostawić w aptece, bo to nie jest miejsce, gdzie można trzymać zwierzaki. Kiedy sprawdzałam recepty, a królik co jakiś czas zerkał na mnie, przyszła mi do głowy pani, która tak bardzo dzisiaj walczyła o innego zwierzaka. Takiego, którego bardzo kochała. Zadzwoniłam do niej i umówiłam się, że coś jej przyniosę wracając z pracy.
Otworzyła mi cała zapłakana. Kiedy zobaczyła, co trzymam w rękach, jakby lekko się ożywiła. Podałam jej króliczka. Przytuliła go. Zanurzyła twarz w rudym futerku. Potem się rozpłakała. Szybciutko opowiedziałam jej całą historię, a ona powiedziała coś co mi utkwiło w pamięci: „To taki malutki cud, dobrze, że go pani w porę dostrzegła, powstanie z tego wiele dobrego.”

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim czytelnikom, aby dostrzegali i doceniali cuda, nawet te najmniejsze, bo może z nich powstać jeszcze więcej dobrego niż potrafią sobie nawet wyobrazić.

Zostaw komentarz

Zarejestruj się