Czasami jedyną skuteczną metodą porozumiewania się z pacjentem jest metoda zwana potocznie „na migi”. Jak w tańcu wykonujemy pewne ustalone figury przy pomocy rąk, oznaczające odpowiednio pytanie lub odpowiedź. Dzisiaj przyszło mi użyć tego uniwersalnego języka wyczerpawszy uprzednio wszystkie inne możliwości werbalne.
Okazało się, że pacjent nie używa języków zachodnich, ja natomiast jestem z pokolenia tych, którym języki wschodnie są już obce. Młody, przystojny i bardzo elegancko ubrany pan o typie urody dalekowschodniej, patrzył na mnie błagalnym wzrokiem i usiłował poprosić o coś na ból gardła. Tak przynajmniej wynikało z gestów, jak również z wyrazu ulgi, który pojawił się w jego ciemnych oczach, kiedy zaproponowałam mu popularne na całym swiecie pastylki. Wtedy on zachęcony sukcesem postanowił poprosić o coś jeszcze, czego nazwę miał zapisaną w telefonie komórkowym. Sprawnie przesuwał kolejne odsłony w tablecie aż w końcu odnalazł to, czego szukał. Odwrócił ekran w moją stronę i pokazał mi, co było na nim napisane. A było napisane ni mniej ni więcej tylko : SZPIEG. Popatrzyłam na niego i nieco zmieszana odpowiedziałam, że takiego lekarstwa nie mam. Pan zapłacił i uśmiechnął się na pożegnanie, a ja zostałam z pytaniem: czy to był James?

Jestem farmaceutką i studentką dziennikarstwa. Mój prywatny świat to moja córka i dom z ogrodem. W wolnych chwilach odkrywam na nowo stare receptury tak apteczne, jak i kuchenne, a formą relaksu są dla mnie sport, muzyka i książki. Wierzę, że dobrze w życiu wychodzi nam to, co robimy z sercem.